Metropolie - Londyn

 

Justin Bieber zakłócił ciszę nocną i zapłaci grzywnę

Portal Poranny.pl/Styl życia 6 marca 2013 opublikował następujący tekst:

Kanadyjski piosenkarz Justin Bieber przekonał się, że spóźnialstwo nie popłaca. Gwiazdor, który swój koncert w londyńskiej O2 Arena rozpoczął  z dużym opóźnieniem, będzie musiał zapłacić grzywnę za przekroczenie godziny obowiązywania ciszy nocnej.

Justin Bieber, który w piątek obchodził swoje 19 urodziny, najwyraźniej zapomniał, że jego publiczność składa się z dziewcząt, które wciąż chodzą do szkoły i nie mogą spędzić całej nocy na koncercie. Gwiazdor, ku rozczarowaniu swej publiczności, pojawił się na ostatnim koncercie w Londynie spóźniony o ponad dwie godziny. Biebera powitały okrzyki niezadowolenia. Co więcej, nim Kanadyjczyk pojawił się na scenie, spora część młodocianej widowni zdążyła udać się już do domu.

Na piosenkarza po występie czekały nie tylko nieprzychylne komentarze fanek w internecie, ale również …grzywna. Rozpoczęcie koncertu z dużym opóźnieniem oznaczało, że skończy się po godzinie 23.00, która w Londynie oznacza ciszę nocną. Justin Bieber będzie musiał zapłacić aż 10 tys. Funtów za każdą minutę przedłużonego o trzy kwadranse występu.        

 

Springsteen przekroczył ciszę nocną – wyłączyli mu mikrofony  

Portal Gramy.to, w lipcu 2012 opublikował następującą informację:

Na koncercie rokowym w Londynie, w Hyde Parku, doszło do wyłączeniu mikrofonów podczas wspólnego występu Bruce‘a Springssteena i Paula McCartneya. Znany z wytrzymałości Springsteen przekroczył czas swojego koncertu i zahaczył o obowiązującą od 22.30  ciszę nocną.

Wystę Springsteena ukoronował serię koncertów na czterech scenach w Hyde Parku, w drugim, z trzech dni festiwalu Hard Rock Calling. Niezmordowany, 63-letni "Boss", który w marcu już po raz dziewiąty był na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów, występował ponad 3 godziny i już po oficjalnym zakończeniu koncertu, o 22.15 zaprosił na scenę Paula McCartneya, witając go słowami Czekałem na to 50 lat.

Odśpiewali w duecie najpierw stary przebój Beatlesów "I Saw Her Standing There", a potem "Twist And Shout". To jedna z ulubionych piosenek Springsteena, który w zeszłym miesiącu zaserwował fanom na tonącym w deszczu i błocie festiwalu na angielskiej wyspie Wight. Wczoraj w Hyde Parku, Springsteen i McCartney nie zdołali już jednak zaśpiewać nic więcej, ani nawet pożegnać się z publicznością, bo zegar wybił wpół do jedenastej i wyłączono im nagłośnienie.

Podyktował to regulamin parkowy i zakaz nocnych hałasów w mieście. Zawiedzeni fani rozeszli się utyskując, że Wielka Brytania wpadła w szpony wielkiego brata, jego psa łańcuchowego BHP i stała się państwem policyjnym.              

 

Horendalna kara dla The Rolling Stones

Interia.pl Muzyka 27 listopada 2012, opublikowała następujący tekst opatrzony tytułem jak wyżej.

Słynni The Rolling Stones zostali ukarani astronomiczną  grzywną (200 tys. Funtów) za złamanie ciszy nocnej w trakcie koncertu w londyńskiej O2 Arena.

Występ w Londynie był pierwszym z serii koncertów The Rolling Stones w ramach obchodów 50-lecia istnienia zespołu. Grupa miała zakończyć set o godzinie 22.30 tak, aby nie złamać ciszy nocnej.  Ostatecznie Mick Jagger i spółka zakończyli występ o 23.05 choć i tak w programie zabrakło planowanego przeboju „I Can’t Get No Satisfaction”, za co zostali surowo i przykładnie  ukarani grzywną w wysokości 200 tysięcy funtów.  Choć to zawrotna wręcz kwota, to jednak muzycy The Rolling Stones nie przejmą się karą. Jak doniosły bowiem media grupa zainkasowała za koncert aż 15 mln funtów!

„To surowa kara ,ale zespół robił tylko to co do niego należało. Nie zauważyłem podczas koncertu woźnego, który dzwoniłby kluczami i mówił wszystkim, że już czas iść do domu” – tak wysoką grzywnę skomentował Bernard Doherty, agent The Rolling Stones.

Dodajmy, że w trakcie występu wokalista Mick Jagger żartował z ciszy nocnej mówiąc „ musimy się pospieszyć”.   

 

Londyn bawi się całą noc. Ale znaleźli też sposób na ciszę.

Gazeta Stołeczna 24 sierpnia 2014, opublikowała artykuł Iwony Kadłuczki pod tytułem jak wyżej.

                                   

Iwona Kadłuczka, Londyn 2014-08-24. 

Londyn niewątpliwie się bawi. Masowo o każdej porze. Czy zatem stolica Wielkiej Brytanii znalazła złoty środek na pogodzenie tych, którzy w nocy chcą mieć cicho, i tych, którzy lubią głośne rozrywki? Raczej jest tak, że ten środek ciągle się na nowo dociera.

Wprawdzie tutejsze regulacje wydają się jasne, przyzwyczajenia są kształtowane od lat, ale i tak konflikty się zdarzają. Z jednej strony na londyńskiej liście sposobów walki z odgłosami nocnych zabaw są donosy, niezapowiedziane kontrole urzędników z aparaturą do pomiaru dźwięku, skomplikowany system przyznawania licencji lokalom czy wysokie kary pieniężne. Z drugiej rozbawione miasto nie poddaje się bez walki. Każdego wieczora odpowiada kilkusettysieczną ludzką falą. która zalewa tysiące kawiarni, restauracji, pubów, barów i całonocnych dyskotek.

Specjalna grupa od hałasu

W Londynie przyjmuje się jednak za oczywistość, że jeśli chce się mieć święty spokój, trzeba unikać pewnych rejonów miasta. Zwolennicy ciszy o każdej porze, zamiast wybierać lokum w samym sercu stolicy, tzw. pierwszej strefie komunikacyjnej (w Londynie jest ich sześć), decydują się na ciche i zielone przedmieścia (od czwartej wzwyż).

Na obrzeżach brytyjskiej stolicy, zabudowanych domami z miniogródkami. jest z natury cicho i spokojnie. Co innego w centrum. To tu przede wszystkim wędrują tłumy turystów. To około 15 min odwiedzających rocznie - trudno byłoby ich przekonać do nocnej ciszy. Dlatego to przede wszystkim w centrum toczy się ciągła bitwa między zwolennikami ciszy i głośnej zabawy. Bo choć mieszkańcy centralnych dzielnic zdają sobie sprawę, że to miejsce koncentracji rozrywek i głośnych tłumów, to w praktyce, szczególnie w nocy, tak zupełnie się z tym jednak nie zgadzają.

Ze względu na ogromną liczbę skarg położona centralnie dzielnica City of Westminster (uznawana za najgłośniejszą) do walki z hałasem powołała specjalną szesnastoosobową grupę zadaniową. To jedyny tego typu zespół w Londynie, który działa 24 godziny na dobę 365 dni w roku. W dzielnicy zamieszkiwanej przez 250 tysięcy mieszkańców podejmuje kilkanaście tysięcy interwencji rocznie.

- W 2012 r. wzywano nas aż 17 tysięcy razy i wydaliśmy 1200 nakazów zachowania ciszy - ujawnia nadzorujący pracę grupy Andrew Ralph. Rok wcześniej pracownicy Westminster City Council (władz dzielnicy) postawili przed sadem 34 właścicieli nieruchomości. Statystyki obejmują zarówno interwencje w mieszkaniach prywatnych, jak i lokalach komercyjnych. Górna granica kary finansowej za zakłócanie ciszy dla tych pierwszych wynosi ok. 25 tys. zł, dla drugich -aż 100 tys. zł.

Jak wskazuje Ralph, podstawą postępowania jest brytyjski Akt o ochronie środowiska z 1990 r., wyznaczający pory dzienną (7.00-23.00) i nocną (23.00-7.00). Mimo iż dokument sugeruje dopuszczalny poziom dźwięku w nocy - 34 dB -władze dzielnicy do każdego przypadku podchodzą indywidualnie. - Urzędnicy ustalają źródło hałasu, na które wskazuje zgłaszający, i podejmują subiektywna, decyzję, biorąc pod uwagę okolice, porę dnia, zasięg hałasu oraz liczbę skarg -tłumaczy Ralph.

Soho się bawi, a skargi płyną swoją drogą

Znaczna część zgłoszeń dotyczy serca londyńskiej rozrywki, Soho. Usytuowane w centralnej częśd West Endu, obok największych atrakcji turystycznych, zajmuje teren zaledwie ok. jednej mili kwadratowej (między Piccadilly Circus. Shaflesbury Avenue i Cambridge Circus na południu, Charing Cross na wschodzie. Oxford Street na północy i Regent Street na zachodzie). Ale wymienia sieje wśród najgłośniejszych zakątków Londynu. Przez znaczną część XX wieku Soho miało reputację miejsca związanego przede wszystkim z przemysłem erotycznym i nocnym życiem stolicy. Teraz są tu największe teatry, kompleksy kinowe, księgarnie i salony gier. Lokale z kodem pocztowym rozpoczynającym się od W1D (południowy wschód) czy W1F (północny zachód) są jednymi z najbardziej pożądanych wśród najlepszych restauratorów, właścicieli kawiarni czy dobrze prosperujących klubów nocnych. Soho jest też często kojarzone z główną londyńską gay village wokół Old Compton Street.

Według rzecznika Stowarzyszenia Soho (zrzeszającego 275 osób prywatnych i 40 firm) nocny hałas i gwar to jeden z największych problemów okolicy. - Mieszkańcy dobrze znają i bez problemu potrafią wskazać najgłośniejsze punkty -zapewnia rzecznik Matthew Bennett. Przyznaje, że na czarną listę trafiają głównie putty, bary i restauracje z ogródkami. Bo na Soho nie wszystkie lokale mają ogródki, większość przyjmuje gości w środku.

A co stowarzyszenie robi ze skargami? - Zazwyczaj doradzamy zgłaszającym kontakt telefoniczny z radą dzielnicy i przekazujemy sprawy w jej ręce - mówi Bennet.

Rada podejmuje odpowiednie kroki. Gama sankcji jest równie ciekawa, co szeroka. Właściciele lokali mogą bardzo łatwo stracić trudne do zdobycia imienne licencje. Brytyjskie lokale posiadają ich od kilku do nawet kilkunastu w zależności od rodzaju działalności. A przyznają je urzędy dzielnic.

Licencja na życie nocne

W każdej dzielnicy działa złożony z 10-15 osób komitet licencyjny. Pozwolenia wydaje się na podstawie Aktu licencyjnego z 2003 r. Reguluje m.in. kwestie sprzedaży alkoholu, regularnego świadczenia usług rozrywkowych oraz serwowania żywności i napojów w godzinach nocnych i wczesnoporannych (między 23 a 5 rano). Skutki są znane. Dla wielu lokali nocna działalność to za dużo wymagań do spełnienia. Dlatego większość pubów ostatnie zamówienia zbiera tuż przed 23. To trudny czas przede wszystkim dla kelnerów i barmanów, którzy często stają się kozłami ofiarnymi niezadowolonych klientów. Koronne argumenty przeciwników wyznaczania limitu na godz. 23 to odwrotny od zamierzonego skutek walki z pijaństwem, czyli pojawienie się zwyczaju picia na czas, tzw. binge drinking.

Urzędnicy zobowiązani są sprawdzać każdą skargę dotyczącą zakłócania ciszy nocnej. To na ich ręce trafiają też zgłoszenia z policji. 2 pomocy funkcjonariuszy korzystają tylko w najpoważniejszych przypadkach, np. gdy zajdzie potrzeba rozproszenia grupy liczącej powyżej 20 osób. jeśli spotkaniu towarzyszy głośna muzyka odtwarzana bez zezwolenia w godzinach nocnych. Dodatkowo pracownicy gminy musza regularnie przeprowadzać niezapowiedziane pomiary poziomu hałasu. W tym celu przyznano im nawet prawo do wejścia na teren prywatny. I w przypadku naruszenia norm do zlikwidowania źródła hałasu, np. przez konfiskatę sprzętu muzycznego lub wystosowania zakazu jego ponownego użycia. Samorząd lokalny może też zamknąć licencjonowany lokal na 24 godziny, jeśli ten nie zastosuje się do wcześniej ustalonych norm. W wypadku złamania zakazu władze dzielnicy skierują sprawę do sadu.

Takie perspektywy nie odstraszają na szczęście właścicieli biznesów na Soho, które dzień w dzień i noc w noc przyciągają tysiące gości. Te tłumy nie zachowują się cicho. Patrząc na nie, można odnieść wrażenie, że Soho to uprzywilejowana enklawa, gdzie nocne głośne zabawy są tolerowane.

-Nie stosujemy wobec lokali na Soho żadnej taryfy ulgowej - zapewnia jednak Fergus Sheppard, rzecznik rady dzielnicy. - Z hałasem walczymy tak samo na terenie całego City of Westminster - dodaje. Co więcej, o licencję na nową
działalność rozrywkową jest na Soho o wiele trudniej niż gdzie indziej. Council nie jest leż chętny do wydawania nowych pozwoleń na nocną sprzedaż żywności i napojów. Dlatego tuż przed 23 także na Soho wiele pubów zamyka swoje drzwi dla klienteli. Te. które zostają otwarte, zazwyczaj nie mogą używać ogródków. Spotkania towarzyskie na godzinę przed północą przenoszą się do klubów i są kontynuowane za zamkniętymi drzwiami.

Mimo dość rygorystycznej postawy radnych dzielnic zdarza się, że przepisy zmieniają się na korzyść organizatorów imprez. Od października 2012 r. o zezwolenie nie muszą ubiegać się lokale z muzyka na żywo. nawet gdy muzycy używają wzmacniaczy, ale tylko pod warunkiem, że koncert odbywa się wewnątrz budynku między 8 a 23, a widownia nie przekracza 200 osób. Aby występ mógł mieć miejsce w innych godzinach, trzeba zdobyć stały zapis w licencji lub zgłaszać się każdorazowo po tymczasowe pozwolenie (limit 50 na rok). Natomiast koncerty akustyczne między 8 a 23 dozwolone są bez względu na liczbę widzów i miejsc

-Tylko w ubiegłym roku rada City of Westminster wydała aż 2363 pozwolenia na głośnie odtwarzanie muzyki po godzinie 23, informuje Andrew Ralph z dzielnicowego zespołu ds. hałasu. W puli są zarówno pozwolenia jednorazowe, jak i czasowe. Takie zaświadczenie musi zdobyć też każda londyńska dyskoteka. Wymagania różnią się i w dużej mierze zależą od lokalizacji. Lokalne władze mogą też zobowiązać klub do montażu określonego rodzaju materiałów do wyciszenia budynku czy klimatyzacji, która umożliwi stale zamknięcie okien i drzwi w czasie imprezy, lak by uciążliwy dla sąsiadów hałas nie wydostawał się na zewnątrz. Jeżeli właściciel zamierza otworzyć w nocy bar, musi zdobyć osobną licencję na nocną sprzedaż żywności i napojów. Analogiczna zasada obowiązuje restauracje i puby, które chcą serwować posiłki po 23. Nie oznacza to. że będą je mogły serwować w ogródku Aby to było możliwe, właściciele muszą spełnić szereg dodatkowych wymogów.

I Klub Orła Białego wydał się za głośny

Podobne zasady obowiązują lokale w bardziej peryferyjnych dzielnicach. Na Balham, w Klubie Orła Białego, gdzie działa polska restauracja i pub, a co sobotę dyskoteka, wszystkie licencje muszą być dostępne na wyciągnięcie kontrolerskiej ręki. Ze względu na sporą gamę usług klub posiada ich co najmniej kilka. Menedżerka Bożena Kudajczyk mówi, że zdobycie niektórych nie było łatwe.

-Licencja na sprzedaż alkoholu wymagała nawet rozprawy przed sądem - wyjaśnia. I dodaje: - Nie mamy kłopotów, bo stosujemy się do wytycznych. Na liście wymogów umożliwiających organizację całonocnych imprez znalazły się na Balham m.in. okna z podwójnymi szybami (w Wielkiej Brytanii duża część nieruchomości ma pojedyncze szyby), klimatyzacja oraz zatrudnienie licencjonowanych ochroniarzy (przynajmniej jeden na 50 imprezujących). Ochrona pilnuje też porządku i upomina podnoszących głos na parkingu i w miejscu wyznaczonym na palarnie.

Bożena Kudajczyk przyznaje, że odkąd wprowadzono zakaz palenia wewnątrz budynków, zdecydowanie trudniej jest zatrzymać klientów w środku. Co oznacza większe ryzyko zakłócenia ciszy nocnej. Skrupulatne przestrzeganie reguł nie uchroniło Klubu Orła Białego, w którym w weekend bawi Się nawet 200 osób. przed protestami okolicznych mieszkańców. W 2005 r, doszło do zmiany właściciela i pojawiła się potrzeba odnowy licencji. Zgodnie z prawem na budynku wywieszono informacje dla okolicznych mieszkańców o złożeniu takiego wniosku. Ogłoszenie dawało możliwości zgłoszenia zastrzeżeń. Skorzystali z tego mieszkańcy nowego budynku, który stoi w sąsiedztwie, - Petycję przeciwko nam podpisało kilkanaście osób - ujawnia menedżerka. Na szczęście dla klubu, władze dzielnicy uznały, że skoro ośrodek polonijny miał pozwolenie na działalność od lal 60.. a budynek powstał niedawno, to deweloper powinien był to uwzględnić i uprzedzić klientów. -Nowa dyskoteka musiałaby przejść znacznie bardziej krętą drogę - podsumowuje Kudajczyk.

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA